>
Autentyczne pisanie
Autentyczne pisanie
Autentyczne pisanie

Masłowska, Urbańska i autentyczność

28 lutego 2014
Ania Piwowarska

Chciałam podzielić się z Wami pewnym wyznaniem:

Podoba mi się nowa piosenka Masłowskiej – a raczej Mister D. Chodzi o singiel „Chleb”, który promuje płytę „Społeczeństwo jest niemiłe”. Jeśli jeszcze jej nie znacie – możecie posłuchać i zobaczyć tutaj:

Podoba mi się tak, jak podobają mi się artystyczne projekty od czapy, które mnie bawią i poruszają. Tak jak podoba mi się niedoskonałość, która nie udaje, że jest doskonała.

Podoba mi się, że Masłowska nagrała ten singiel, chociaż nie umie śpiewać (i absolutnie nie udaje, że umie). I ma fatalną dykcję (i zupełnie nie starała się jej poprawiać). Uważam, że jest to urocze i jest to jeden z powodów, dla których podoba mi się jeszcze bardziej.

Nie słuchałam tej piosenki jako przeboju z radia. Nie porównuję do piosenkarek, które cenię za teksty ORAZ talenty wokalne. Jak Nosowską, jak Marię Peszek, jak Julię Marcell i Kari Amiriam, jak PJ Harvey.

Zazdroszczę Masłowskiej odwagi i luzu, który wiąże się z pokazaniem publicznie czegoś, co ja odbieram jako próbę i radosny eksperyment.

W warstwie tekstowej – w całej tej historii – poza zabawą językiem i stylizacją – jest jeszcze coś niepokojącego. Jakaś rysa. Jakieś tąpnięcie na gładkiej powierzchni świata, który w pierwszej zwrotce wydawał się „łatwoklasyfikowalny” ze znakiem minus – a w ostatniej obraca się do góry nogami.

Tak to odbieram i mnie to bierze.

Nie jestem obiektywna. Nie czuję takiej potrzeby. Lubię i cenię Masłowską – pisarkę, za to, co zrobiła z językiem. Oraz za to, że kilka razy czytając jej teksty miałam to ukłucie zazdrości, które jest dla mnie wskazówką – że ja też bym tak chciała – wymyślić takie zdanie albo je tak wykoślawić.

Rozumiem tych, którzy Masłowskiej nie lubią – bo pisze o niczym, bo to jest bełkot, bo nie ma treści. Ja dostrzegam treść we wszystkich jej powieściach, ale w mojej wizji literatury mogłoby jej również nie być – bo język i klimat opowieści ma dla mnie wartość samą w sobie i w moich oczach „robi literaturę”.

Jeśli się Masłowskiej nie lubi – to wtedy oczywiście „Chleb” raczej nie będzie się podobać. I jest to spójne i nawet jakoś logiczne. Oczywiście – ktoś może też lubić „Wojnę” i „Pawia” – a jednocześnie uznać, że w tym akurat wcieleniu ta pani mu się nie podoba.

Jednak argument, że co to w ogóle za wymysły i że powinna zająć się pisaniem – skoro już jest pisarką – uważam za absurdalny i abstrakcyjny. Każdy ma prawo zajmować się, czym chce i włazić na wszystkie ścieżki, które mu się żywnie podobają. I błądzić.

A teraz chciałam się podzielić refleksją o autentyczności.

Jeszcze bardziej absurdalne niż zarzut z gatunku pisarze do piór, a przy tym naciągane i zwyczajnie krzywdzące wydało mi się porównanie „Chleba” Masłowskiej do „Rolowania” Nataszy Urbańskiej.

Że i tutaj i tutaj mamy do czynienia z podobnym chłamem – ale przed Masłowską biją pokłony, a Nataszę cały internet bezlitośnie zmieszał z błotem.

I że mianowicie na nasz odbiór dzieła osoba artysty wpływa mocno.

Z taką interpretacją spotkałam się z tutaj:

Marcin Gnat, Walkowerem. „Chleb” Doroty Masłowskiej i „Rolowanie” Nataszy Urbańskiej. Czy aż tak wiele różni te piosenki?

Po pierwsze nie widzę aż tylu pokłonów w kierunku Masłowskiej – większość opinii, z jakimi się zetknęłam była raczej na nie albo zmieszana z dużą dawką wątpliwości.

Po drugie – mam swoją prywatną teorię dotyczącą tego, co spotkało Nataszę. I wiąże się ona właśnie z naszą potrzebą oraz tęsknotą za autentycznością.
Jestem przekonana, że każdy z nas jak tu siedzimy, ma pewien wewnętrzny radar, który pozwala wyczuwać fałsz. Często zagłuszany, ale cały czas działający w tle. Można go również nazywać intuicją.

Moja pierwsza reakcja na teledysk oraz piosenkę Nataszy była mniej więcej taka:

– Ale to jest tak na serio, czy to jest pastisz? Czy ona tak dla żartu z tej ponglish nowomowy? Czy jednak na poważnie i po prostu? Czy to jest przerysowane? Czy to jest jakaś kpina? Szukałam jakiegoś mrugnięcia okiem, jakiegoś śladu, że ona wie, co robi i po co. Nie znalazłam. Skończyłam zdziwiona i skołowana. Kompletnie nie zrozumiałam intencji. Natomiast bardzo mocno odczułam fałsz. Czemu to miało służyć w ogóle? Doszłam do wniosku, że niczemu – ot, taki tani chwyt – nie wyszło z jednym wizerunkiem – to wypróbujmy inny.

Nie znaczy to jednak, że mam ochotę dołączyć do publicznego linczu i szykanów na temat Nataszy, które z łatwością znajdziecie – w internecie. Nie podoba mi się – nie przemawia do mnie – nie kupuję tego. I tyle.

U Masłowskiej nie czuję fałszu – czuję radość odnajdywanie się w czymś nowym i próbowania. Czuję odwagę i przekorę. Czuję niedoskonałość, która mnie rozczula. Czuję tekst, który wzbudza we mnie niepokój – opakowany w inną niż dotąd formę, która jest (uwaga!) muzyczna.

Dla mnie najważniejszą różnicą i odpowiedzią na pytanie dlaczego to aby internet zachwyca się Masłowską (o ile się zachwyca – bo nie widzę tego na razie), wylewając wiadro pomyj na Urbańską i czy nie chodzi li tylko o nazwisko – jest właśnie różnica w autentyczności.

Wypatruję jej pilnie i witam zawsze z ogromną radością.

A może masz ochotę o tym porozmawiać?

 

 

20 komentarzy

  1. Marta 28 lutego 2014, 11:47 #
    nie słyszałam wcześniej o tym kawałku Masłowskiej, ale po tym co przeczytałam mam ochotę go posłuchać
  2. Andromeda 28 lutego 2014, 13:24 #
    Super temat! Ja mam problem z tym wykrywaniem fałszu, bo pamiętam od dzieciństwa, że moja mama zawsze mi mówiła, że trzeba wszystkich lubić i z wszystkimi się bawić - pewnie mogło to zakłócić naturalny instynkt i intuicję - ale z drugiej strony otworzyłam się na odmienność, mam dar widzenia w ludziach ich dobrych stron i zalet, nie skupiam się na wadach - coś za coś - teraz uczę się sama jak wykrywać fałsz :)
    • Ania Piwowarska 28 lutego 2014, 13:27 #
      Ja też nie podchodzę do wszystkiego z „wykrywaczem fałszu” w dłoni - po prostu jak coś mi nie gra - to nie gra - a jak mi się podoba - to mi się podoba. Niezależnie od tego, co twierdzą autorytety i osoby których zdanie cenię.
  3. Agnieszka Swaczyna 3 marca 2014, 07:23 #
    Posłuchałam obu piosenek, a raczej usiłowałam posłuhać Nataszy Urbańskiej, a Masłowsją wysłuchałam w całości. Nataszy nie dałam rady - nie moja bajka muzyczna i W OGÓLE nie rozumiałam tekstu (i nie chodzi o ponglish). Masłowska też mnie nie zachwyciła, ale rozumiałam tekst (pierwszy plus) i podobał mi się. Muzycznie to też nie moja bajka (ale daję radę wysłuchać), ale to już rzecz gustu.
  4. Kasia 4 marca 2014, 10:32 #
    Aniu, masz rację. Masłowska, a właśiwie Jej słowa - urocze i bezpretensjonalne. Nawet statyczny obrazek zamiast teledysku mi nie przeszkadzał. Bo nie o obrazek tu wszak chodzi. Wysłuchałam Jej historii do końca. Urbańska, no cóż. Za dużo. Wszystkiego. Słów też. Trochę szkoda mi Urbańskiej.
  5. Ania Giś 4 marca 2014, 12:13 #
    Masłowska - no jak tu skrytykowac Masłowską, skoro ona taka inteligentna i z wyższej półki Książki pisze i kwiecistego słownictwa w wywiadach używa. Czasem bez słownika ani rusz. A ta piosenka? Dla mnie to kobieca wersja Braci Figo Fagot - złe, ale trzeba się gibać, bo przecież ktoś oko puszcza. Ej serio, piosenka o jakiejś tępej lali, co kupuje w Żabce...? I słuchać tego, doszukując się głębszych sensów. Gdyby Masłowska napisała dobry, mądry tekst to bym się zachwycała, ale takie strumienie świadomości to ja słyszę co rano w pociągu, tylko muzykę podłożyć....No nie kupuję tego.
    • Ania Piwowarska 4 marca 2014, 12:23 #
      Ani do jednej ani do drugiej nie podeszłam, że jedna jest fajna a druga be. Można krytykować Masłowską - tak jak to zrobiłaś. Wtedy ja mówię, że mi się podobają rzeczy, które mają więcej słów niż treści (choć ja naprawdę wyczuwam mocno to pękniecie w ostatniej zwrotce i rozpad świata i mojego początkowego nastawienia). Masłowska też ma bardzo duży elektorat negatywny - czego by nie zrobiła - będa na niej wieszać psy - wystarczy popatrzeć na komentarze pod jakimkolwiek artykułem - ale stawianie tych piosenek na równi - szczerze mnie wzburzyło. I stąd mój wpis, który powstał jako szybki komentarz na FB, ale się rozrósł :)
  6. Joanna 10 marca 2014, 19:14 #
    Zamiast łez okruszki....No coś niesamowitego, pomyślcie jakby to przerobił Peja albo Bednarek. Słuchałam to z uśmiechem na ustach a zaczęłam oddychać dopiero po skończeniu piosenki. Na upartego to pewnie dopatrzyć się można głębszego sensu - ale tak indywidualnie, w zależności od wrażliwości. Natasza, oj Natasza....do teraz czuję niesmak, tyle talentu i co i NIC
  7. Joanna 23 marca 2014, 07:47 #
    Idealnie ubrałaś w słowa moje przemyślenia zarówno na temat Masłowskiej, jak i Urbańskiej. Co do tej drugiej oglądałam cały ten rajd po telewizjach i gazetach i to zdziwienie w Jej oczach, że Ona naprawdę nie wie dlaczego ludzie Jej tak nie lubią..No ręce opadają naprawdę..Moim zdaniem chciałaby być Artystką, przez wielkie A, a jednak może zapewnić tylko formę dla rzeczy, które stwarza, treść jest tak miałka i nijaka, że aż nie warta uwagi. A Masłowska świetna- książki czytało mi się źle, bardzo lubię wywiady z Nią, a piosenki są bardzo spoko, bo jednak autentyczność i dystans do siebie to klucze do sukcesu:)
    • Ania Piwowarska 23 marca 2014, 23:28 #
      Mam nadzieję, że tak jest - choć nie śmiałabym tak twierdzić :) wiele rzeczy się na to składa i splotów najróżniejszych - a sukces oznacza też różne rzeczy dla różnych osób. Warto mieć zawsze na względzie swoją własną definicję :)
  8. Ania Piwowarska 7 kwietnia 2014, 21:41 #
    W miejsce samego singla "Chleb" wrzuciłam oficjalne video z Anją Rubik. Co warte jest odnotowania - to ułyszałam wobec niego słowa zachwytu również od osób, którym początkowo piosenka nie przypadła do gustu. A ja dla odmiany jestem tym clipem trochę zawiedziona. I chyba wiem dlaczego - za wiele razy słuchałam, za wiele swojej wizji w to włożyłam. Za to teraz już widać ponad wszelką wątpliwość - pastisz i przymróżnie oka. I ten kontrast jaki wyziera pomiędzy jednym a drugim kawałkiem staje się jeszcze bardziej widoczny. Ale teledysk do "Chleba" dla mnie jakby o krok za daleko w dosłowności - wszystko już za bardzo jasne. I jakoś nie umiem się nim bawić tak jak "Hajsem", który poznałam od razu w wersji z teledyskiem i w całości kupiłam (łącznie z maluchem zaprzężonym w głodne amstafy). Moment pękniecia - niby jest zaznaczony przez łzy bohaterów - ale jakoś nadal pozostaje w formule zabawowej - i tylko takiej. A poza tym wszystkim - jest bardzo wizualnie zainfekowany filmowym obrazem "Wojny polsko-ruskiej". Domyślam się, że niełatwo się uwolnić od obrazu Silnego w wydaniu Szyca - ale mnie to jakoś przeszkadza. Więc chętniej słucham bez wizji i snuję własne obrazy. A tutaj jedynie poglądowo zamieszczam.
  9. Norbert 21 maja 2014, 23:50 #
    "Tam(Tu)jednak też same baby" Jak Wy tu ładnie staracie się pisać. Ja zawsze miałem bańkę z polskiego. Mam 40 dychy na karku i nie mam pojęcia co to interpunkcja a dyktando udało mi się napisać raz na mierny:) Ale za to matematyka! 2x2 i trochę trudniejsze ech lubię liczyć. Co ja to miałem aha. Posłuchałem raz tego i tego i tak ( na co dzień słucham bardziej niż trochę cięższej muzyki)Pierwszy utwór miło się słucha drugi klapa oprócz seksu w teledysku. "i po co ta mowa". Autorka tej strony w magiczny sposób nakazała mi napisać te bzdury. NIGDY naprawdę nigdy nie napisałem w internecie komentarza. Pozdrawiam serdecznie. Norbert (to moje prawdziwe imię)
  10. Maciej 21 sierpnia 2014, 09:20 #
    Przyznam szczerze, że trudno mi zrozumieć tak szeroko zakrojone negatywne podejście do utworu Nataszy. Bo gdy jeszcze rozumiem jego ogólnonarodowe dissowanie (większość ludzi nie używa głowy do myślenia i powtarza tylko zasłuchane w internecie/telewizji/radiu frazy), to nie wiem dlaczego ludzie, którzy są wykształceni, osłuchani i oczytani tak nastają na ten świetny utwór. Gdy się go słucha bowiem powierzchownie jest świetnym kawałkiem popowym, który "niesie". I nie da się tego faktu zanegować. Przypatrując się trochę uważniej, wyraźnie słychać u Nataszy ironię na temat środowiska i ludzi którzy "chcą eksajtować się" i "w realu gubią się". I ja nie potrzebuję "puszczania oczek" Natalii, żeby je w tym tekście zauważyć. Tekst choć na pozór wydaje się banalny jest w rzeczywistości groteskowo powykrzywianą karykaturą dzisiejszej nowomowy. Gdy się go słucha początkowo rzeczywiście odrzuca, ale takie własnie wrażenie ma wywoływać. Na końcu jednak dochodzimy do najmocniejszego składnika tego utworu, czyli muzyki. Jeśli zwrotki są co najwyżej dobre to prechorusy są już świetne. A wszystko to za sprawą niesamowitej syntezatorowej trąbki zmieszanej ze świetnie napisaną linią melodyczną tychże. Poza tym poezją jest ich niemal idealnie korespondowanie ze śpiewanym tekstem. Późniejsze przejście do chorusa (refrenu) jest już popisem muzycznej erudycji Nataszy i producentów tego kawałka, tudzież muzyków którzy grają tę Muzykę. Zaczyna się prostym "rolowaniem" które zostaje zaplątane zostaje w tę hipnotyzującą trąbkę z prechorusa. Gdy to zostaje później zmieszane z powtórzeniem przez Natasze w tle prechorusa (Mam lajki na fejsie...) i oblane przesterowaną gitarą, staje się niemal hipnotycznym rytuałem, który chciałoby się, żeby się nigdy nie kończył. Ja nie tylko to kupuję, ale jestem zauroczony każdorazowym odsłuchem tej piosenki i chcę więcej tego typu "Rzeczy" od Nataszy. Na koniec chciałby zwrócić uwagę, że jeśli porównamy ten utwór z tymi które są obecnie popularne na świecie, to nie tylko on się broni na ich tle, ale często nawet się wśród nich wyróżnia. Jestem pewien, że gdyby nagrała go Ariana Grande lub Miley Cyrus, byłby światowym hitem. Niestety, nam jeszcze trochę brakuje osłuchania, żeby zrozumieć tę piosenkę. Pozdrawiam serdecznie pani Aniu.
    • Ania Piwowarska 21 sierpnia 2014, 10:36 #
      Macieju – dziękuję za ten ważny dla mnie głos w dyskusji. Przeczytałam Twoją opinię z dużym zainteresowaniem. Skłoniła mnie nawet do przesłuchania raz jeszcze utworu Nataszy pod kątem refrenu i warstwy muzycznej. Nadal mnie to nie łapie - ale Twoja perspektywa patrzenia na ten utwór wydaje mi się bardzo cenna. I cieszę się, że podzieliłeś się nią tutaj. Ja również serdecznie pozdrawiam :)
  11. Julia 6 września 2014, 15:39 #
    Do mnie też bardziej przemawia pierwszy utwór, chociaż nie zachwyca. Jeśli chodzi o "Rolowanie", to przede wszystkim mam problemy ze zrozumieniem słów, są niewyraźne, a muzyka strasznie męczy moje uszy. To, co przede wszystkim cenę w utworach muzycznych, to: słowa, głos i muzyku. Przynajmniej 2 z tych 3 elementów powinny do mnie przemawiać, niestety ani jeden, ani drugi utwór nie spełnia tych kryteriów:) Niedawno czytałam o nowej książce Doroty Masłowskiej i mam ochotę po nią sięgnąć. Jej poprzednich książek nie czytałam, tematyka jakoś średnio mnie zachęcała, ale być może po przeczytaniu tej najnowszej z ciekawości zajrzę też do poprzednich. Zastanawiałam się nad "fenomenem" Nataszy Urbańskiej. Dlaczego jest tak bardzo nielubiana? Być może to przez brak dystansu do siebie? Wiele osób mówi też o nieszczerości, braku autentyzmu; a może jest tak, że w swej sztuczności, w chęci bycia lubianą przez wszystkich i zabieganiu o tę sympatię Natasza jest szczera i uczciwa wobec siebie? Walczy o coś, co jest dla niej ważne, sięgając przy tym po różne środki.

Co o tym myślisz? Zostaw swój komentarz: