Autentyczne pisanie
Autentyczne pisanie

Perfekcjonizm i pisanie

11 kwietnia 2016
Ania Piwowarska

Źródło zdjęcia

Zacznę od wyznania: jestem perfekcjonistką.

Był czas, kiedy perfekcjonizm był dla mnie powodem do dumy.
Obecnie czuję, że ta cecha bardziej mi przeszkadza niż pomaga.
I staram się hamować mój perfekcjonizm (czasem łagodnie i z czułością, czasem ze stanowczością – łapiąc się za rękę).

Przez lata perfekcjonizm sprawiał, że bałam się próbować nowych rzeczy, bo jeśli coś by mi się spodobało, od razu musiałabym tę umiejętność rozwijać i doprowadzić do perfekcji.
A gdyby tak się nie stało – natychmiast musiałabym ją porzucić.

A gdzie radość, zabawa, błądzenie na oślep, próbowanie?

Nadal boję się nowych rzeczy. Ale coraz częściej pozwalam sobie na zabawę. I na niedoskonałość tego, co robię.

Jest to bardzo wyzwalające uczucie.

Być może wyobrażacie sobie, że jako perfekcjonistka mam zawsze idealny porządek – w domu, w komputerze, w szafie.

W rozwiązaniu testu Enneagram, który pokazał mi niezbite 1 (oczywiście), przeczytałam:
„Jeśli nie możesz czegoś zrobić idealnie, nie warto robić tego w ogóle.”
Prawie odebrało mi mowę. Tak, to właśnie była moja strategia.
Wszystko, albo nic.

Nie uważałam mojego bałaganiarstwa i rozpaczliwych zrywów, mających doprowadzić do porządku „wszystkiego i wszędzie” za objaw perfekcjonizmu.
Tak samo, jak nie traktowałam jako objawu perfekcjonizmu – strachu przed nowym i nieznanym.

Tak naprawdę perfekcjonizm zaczął mi przeszkadzać dopiero, gdy odkryłam, że odbiera mi radość życia i radość pisania.

Jak radzę sobie z perfekcjonizmem?

Moja strategia ograniczania perfekcjonizmu, to godzenie się na niedoskonałość.

Dzięki niej czasami udaje mi się zaprowadzić wystarczający porządek w mieszkaniu i mieć jako taki porządek w dokumentach czy ubraniach. I czuć z tego powodu radość i dumę.

Dzięki powściąganiu perfekcjonizmu udaje mi się również pisać.

Nigdy nie ukończyłabym mojego bio, gdybym nie powiedziała sobie, że nie jest to ostatnie bio, jakie napiszę w życiu.

Nigdy nie napisałabym książki, ani też żadnej Notatki o pisaniu, gdybym nie pogodziła się z tym, że nie będą one doskonałe. I gdybym nie wyznaczyła sobie na nie deadline’u.

Uważam, że wystarczająco dobry, żywy tekst działa dużo lepiej niż perfekcyjny i martwy.

To tak jak z tłumaczeniem, jak z wierszem, jak z opowiadaniem – nie kończy się ich nigdy. W którymś momencie się je po prostu porzuca – bo zawsze da się jeszcze lepiej, jeszcze inaczej, jeszcze bardziej perfekcyjnie. Ale perfekcjonizm często ma to do siebie, że zabija radość i zabija życie.

Pomaga mi pisanie „z miejsca lekkości” albo „na brudno”.

Przekonuję się, że najfajniejsze rzeczy biorą się u mnie z lekkości.

Że jak się tak utrudzę i „upiszę” (w perfekcjonistycznym umęczeniu) to efekt jest dobry albo ok – dostaję tekst na poziomie. Ale to COŚ, te przebłyski pojawiają się wtedy, kiedy pisze mi się lekko, kiedy nie myślę za dużo i nie dopuszczam do głosu Cenzora – Pana Wielkiego Krytyka.

Nie zrozumcie mnie źle – nie namawiam do publikowania tekstów bez ich czytania i bez edycji. Namawiam, by nie pozwolić na to, aby tropienie błędów i strach przed ich ewentualnym popełnieniem, blokowały nas przed pisaniem w ogóle.

Namawiam, by podczas pisania pozwolić sobie na płynięcie z tekstem, przeskakiwanie z tematu na temat. Nawet nagłe urywanie w pół słowa. Szczególnie, kiedy coś ciśnie się pod palce i domaga zapisania.

Aby pisanie tekstu było przyjemne i wyzwalające, warto oddzielić moment pisania od edycji i pracy nad tekstem.
Te są potrzebne i w ich wyniku nasze teksty zyskują – ale tylko wtedy, gdy są już napisane. Gdy wiemy już, co chcemy przekazać. Gdy mamy już nad czym pracować.

Wiele blokad pisarskich bierze się z tego, że chcemy by tekst był doskonały w pierwszym szkicu i od pierwszego zdania. Nie pozwalamy sobie spróbować. Nie pozwalamy sobie napisać go na brudno. Zacząć od końca albo w dowolnym miejscu. Zamiast tego wpatrujemy się w pustą kartkę papieru, czekając aż pierwsze genialne zdanie dosłownie spłynie na nas i pociągnie kolejne.

Albo w obawie przed beznadzieją pustej kartki nie piszemy wcale.

Perfekcjonizm a tworzenie.

Bardzo są mi bliskie rozważania o perfekcjonizmie, które Julia Cameron zawarła w „Drodze Artysty”:

Perfekcjonizm nie jest dążeniem do tego, co najlepsze. Jest pogonią za tym, co w nas najgorsze, za tą częścią naszej duszy, która twierdzi, że nigdy nie będziemy wystarczająco dobrzy – że powinniśmy zacząć od nowa.

Perfekcjonizm nie ma nic wspólnego z troską o jakość. Nie ma nic wspólnego z poprawkami. Nie ma nic wspólnego ze standardami. Perfekcjonizm to odmowa ruszenia naprzód.

Dla perfekcjonisty nie istnieją brudnopisy, szkice robocze, rozgrzewka. Każda wersja ma być ostateczna, doskonała, wyryta w kamieniu. W połowie projektu perfekcjonista postanawia przeczytać wszystko jeszcze raz, „ogarnąć”, zobaczyć, dokąd zmierza. Dokąd? Donikąd i to bardzo szybko.

„Obraz nigdy nie jest ukończony. On po prostu zatrzymuje się w interesującym miejscu” – powiedział Paul Gardner. Książka nigdy nie jest ukończona, ale w pewnym momencie przestajesz ją pisać i bierzesz się za następną. Film nigdy nie jest idealnie zmontowany, ale w pewnym momencie odpuszczasz i uznajesz go za gotowy. W twórczości to normalne – kiedyś trzeba odpuścić. Zawsze robimy, co w naszej mocy, przy takim świetle, jakim dysponujemy.

To wiąże się również z cechą, którą Elizabeth Gilbert w „Wielkiej Magii” nazywa „umiejętnością kończenia i wybaczania sobie”. Chodzi o doprowadzania do końca projektu, który w pewnym sensie zwiódł nasze oczekiwania. Bowiem, gdy go rozpoczynaliśmy, mieliśmy w głowie pewien ideał. A tego nasz projekt już nie osiągnie.

To, co chcemy w takim momencie zrobić, kiedy mamy zapędy perfekcjonistyczne: schować nieidealny projekt do szuflady, tak aby przypadkiem nikt go nie zobaczył i zacząć wszystko od nowa. W pakiecie dostaniemy rozgoryczenie i żal do samych siebie.

To, co radzi Elizabeth i co możemy zrobić, jeśli jesteśmy wobec siebie wyrozumiali i łagodni – to mimo wszystko zakończyć taki projekt i wypuścić go w świat.

A potem przejść do nowego projektu. Doskonalić się w trakcie działania. Pisać coraz lepiej.

Mnie w takim wypadku bardzo pomagają deadline’y. I świadomość, że nie mam wyjścia – muszę to skończyć, wysłać, opublikować.

A jak to wygląda u Ciebie?

Czy „znasz się z perfekcjonizmem”? Czy odczuwasz jego wpływ na twoje pisanie, na twoją twórczość i twoją pracę? Jak sobie z nim radzisz?

A może twoje podejście do perfekcjonizmu jest zupełnie inne?

Podziel się tym w komentarzu.

Bardzo jestem ciekawa :)

 

29 komentarzy

  1. Toek 11 kwietnia 2016, 10:03 #
    Mimo cze jestem 4w5, to jest to moja największa przeszkoda. Częścowo wyleczyłem się z niej po Twojej ksążce, bo chodziło o podpasowanie każdemu. Za każdym razem gdy coś napisze "swojego" uznaje że cześci się nie podoba. Przecinki, kropki są nie tak. Skłądnia zdania iw ogole wszystko do bani. Jako wielki myśliciel zawsze mam jakieś "ale". Z drugiej strony nie ma nic lepszego niż swoje, bo chyba nikt nie chce czytać kolejnej "obiektynej" notatki tylko poznac moj punkt widzenia. Podobno zanikającym trendem na blogach jest właśnie to - autentyczność, szczegolnie przy wspolpracy z jakas marka. Nie ma tego " ja" tylko jest "wszystko". Osobiście się na tym nie znam :) ... jeszcze. Fajny wpis
  2. Anna 11 kwietnia 2016, 17:24 #
    Świetny tekst! Jak byś mówiła moim językiem... Kiedyś przez perfekcjonizm często nie umiałam ruszyć z miejsca. Dziś, zamulam tylko kiedy jest coś na czym mi bardzo zależy. Ale i tam dość szybko udaje mi się z tym rozprawiać. W moim przypadku pomogła książka "Getting things done" (wbrew tytułowi, treść jest po polsku) oraz trochę inne, bardziej już dojrzałe chyba podejście do życia, czyli świadomość upływającego czasu. :) Pozdrawiam autorkę! Też dużo piszę. ;)
    • Ania Piwowarska 11 kwietnia 2016, 17:32 #
      Świadomość upływającego czasu to świetny motywator :) Pisz dużo i publikuj! Ja też pozdrawiam :)
  3. Ula z prostoofinansach 11 kwietnia 2016, 17:34 #
    Mnie się zdarza, w potocznym znaczeniu, dążyć do perfekcjonizmu w pracy zawodowej. Mojej i moich dziewczyn. Ale to chyba trochę kwestia pracy, ja zajmuję się finansami, a podlega mi też księgowość. Prywatnie, udaje mi się, mam nadzieję, być bardziej na luzie. Twój tekst mnie trochę uspokoił, że perfekcjonizm to nie jest dążenie do ideału. Z czym mnie się po prostu do tej pory kojarzył.
    • Ania Piwowarska 12 kwietnia 2016, 00:08 #
      Wyobrażam sobie, że praca w księgowości - gdybym miała do niej jakiekolwiek predyspozycje – by mnie zabiła. Właśnie dlatego, ze jest tu tak duże pole do dążenia do doskonałości plus koszty błędów (jak sobie wyobrażam). W twórczości perfekcjonizm nie jest dążeniem do ideału – to raczej bat, który na siebie kręcimy i nożyk do podcinania skrzydeł :)
  4. Paulina 11 kwietnia 2016, 17:43 #
    Ja mam takie doświadczenie, że czasami pisząc coś zawodowo zdarza mi się, że tekst nie jest dokładnie taki, jaki bym chciała. Mogłabym go poprawiać w nieskończoność, ale muszę go wysłać zleceniodawcy. Wysyłam i dostaję pozytywną odpowiedź zwrotną. Wtedy myślę sobie, że czasem po prostu warto odpuścić, bo inaczej można się zamęczyć. Z drugiej strony zdarza się, że tekst, który wydaje mi się świetny jest oceniany średnio lub negatywnie. Co wtedy? :) Ja staram się uczyć dystansu i powtarzam sobie, że zawsze daję 100% siebie w danym momencie. Kiedyś po jakimś czasie przeglądałam swoje opublikowane teksty i zdarzało mi się siedzieć ze ściśniętym żołądkiem, bo zobaczyłam literówkę lub słowo, które nie do końca wg mnie pasowało. Więc tak - znam się z perfekcjonizmem :) Zgadzam się z Tobą, że pomaga pisanie na brudno. Dobrze jest czasami wyjść z domu, z zeszytem i długopisem, bez telefonu i po prostu pisać. Fajnie, że wróciłaś z nowym tekstem. Pozdrawiam!
    • Ania Piwowarska 12 kwietnia 2016, 00:04 #
      O tak - wyjść z domu z zeszytem to super sposób, żeby nie przestać lubić tego, co się robi :) Ja też się cieszę, że wróciłam :)
  5. Lee 11 kwietnia 2016, 17:53 #
    Cześć Aniu, dzięki za tekst. Moje zmagania z perfekcjonizmem kończą się tak, że nie robię nic, a jak coś muszę, to odwlekam, odwlekam, odwlekam. Zarówno zawodowo jak i prywatnie. Ograniczam się ostatnio do redagowania, a jak ktoś znajdzie błąd, to od razu wiem na 100 procent, że się nie nadaję i że nie powinnam się była za to zabierać w ogóle. Ale bardzo mi się podoba idea porzucania czegoś na wystarczająco dobrym etapie. Cytat spowodował, że oczy się dobrze nawilżyły :). Może założymy klub nieanonimowych perfekcjonistek/ów?;)Dziękuję i serdecznie Cię pozdrawiam!
    • Ania Piwowarska 12 kwietnia 2016, 00:03 #
      Klub Nieanonimowych Perfekcjonistek, które walczą z tyranią perfekcjonizmu w imię radości tworzenia - wchodzę w to! :)
  6. Anna Bednarczuk 11 kwietnia 2016, 23:09 #
    Podoba mi się ten artykuł! Sama też pisuję o perfekcjonizmie na moim blogu, bo "postać ta" trzymała mnie w szachu dość długo. Udało nam się rozstać:) Julia Cameron z jej "Drogą artysty" jest mi bardzo bliska. Dziękuję za przypomnienie tego fragmentu książki, który zacytowałaś. W moim doświadczeniu przejść ponad perfekcjonizmem pomagają 2 rzeczy - właśnie to pozwolenie sobie/naszej twórczości na niedoskonałość, "bycie wystarczająco dobrym" na dany moment oraz działanie - poprzez działanie - kolejne małe kroki (choćby założenie bloga i publikację kolejnych postów) przekonujemy się, że to co wydawało się zbyt przytłaczające wcale takie nie jest - że dajemy radę, że to działanie cieszy, a nie "czekanie na idealny moment". I te kolejne małe sukcesy (np. kolejny post na blogu) dają siłę, aby działać dalej, a z czasem perfekcjonistyczne blokady i lęki są coraz mniejsze. Moim ostatnim odkryciem jest "postać" przechery - Elizabeth Gilbert pisze o nim w "Wielkiej Magii" zestawiając w kontraście do "męczennika". Ja na własny użytek bratam się z Przecherą aby pogonić Perfekcjonistę i tak mi się to spodobało, że napisałam o tym na moim blogu, aby zarazić tym pomysłem innych. Pozdrawiam Cię serdecznie! :)
    • Ania Piwowarska 12 kwietnia 2016, 00:12 #
      Mam wielką ochotę poczytać to, co piszesz o perfekcjonizmie na Sile Zmian :) Małe kroki i działanie - czyli w Pisaniu najbardziej pomaga pisanie ;) Aaaa czyli Przechera to Kuglarz (tak go nazwałam na użytek własnego tłumaczenia rozmowy Elisabeth i Marie Forleo - książkę „Big Magic” mam tylko w wersji angielskiej)
  7. Piotr 12 kwietnia 2016, 05:51 #
    Doskonale tekst do momentu kiedy zaczyna mnie to mnie to meczyc, wtedy odpuszczam godzac sie z tym, ze moglbym jeszcze dlugo cyzelowac, ale wtedy tekst nigdy nie bylby gotowy
    • Ania Piwowarska 12 kwietnia 2016, 16:31 #
      Jeśli potrafisz zidentyfikować ten moment „zmęczenia tekstem”, to to jest super wskazówka dla samego siebie :) Dzięki Piotrze, że się nią podzieliłeś :)
  8. Anna 12 kwietnia 2016, 11:38 #
    A ja porzucam swoje artykuły w każdy wtorek o 8.00 i jest mi z tym dobrze ;) Przeanalizowałam na co mam czas i na ile mnie stać. Opcja jeden wpis na blogu w tygodniu + wtorkowy deadline działa :)
    • Ania Piwowarska 12 kwietnia 2016, 16:37 #
      Super, że to napisałaś. Że jest to w pewnym stopniu kwestia decyzji i umówienia się ze sobą na taką częstotliwość. I że deadline pomaga porzucać projekty, które są wystarczająco dobre. Bo świat na nie czeka i nie potrzebuje projektów idealnych :) Znajduję wokół wiele przykładów, że to działa. I to bardzo dobrze :)
  9. Ula 12 kwietnia 2016, 12:47 #
    "Perfekcjonizm nie jest dążeniem do tego, co najlepsze. Jest pogonią za tym, co w nas najgorsze, za tą częścią naszej duszy, która twierdzi, że nigdy nie będziemy wystarczająco dobrzy – że powinniśmy zacząć od nowa."nigdy nie będziemy wystarczająco dobrzy – że powinniśmy zacząć od noważe powinniśmy zacząć od nowa od nowa od nowaHUCZY MI TO W GŁOWIE! Ileż nie skończonych projektów! Ileż kierunków zawodowych... Ileż planów niezrealizowanych... zaczynam od nowa, robię, nudzę się, rzucam, zaczynam inne rzeczy od nowa. Bo nowe to lepsze. Poprzednie nie wychodziło... To "nie wychodziło" to nie do końca tak... Wychodziło, ale za wolno, nie tak jak myślałam, za mało, nie ma setek chętnych na moje prace, więc pewnie nie są dobre, ja nie dość się staram, za mało pracowałam... Wszystko to kłamstwo z tym "zacząć od nowa".Odpowiedni cytat "nigdy nie będziemy wystarczająco dobrzy" i ustrzeliłam łobuza! Rozpoznałam największego wroga! Był w środku! Wrrr!Wybeczałam się, wypłynęło ze mnie morze łez. Ale od razu sobie wybaczyłam. Bo jestem zdolna. Mogę zrobić coś dobrze. Mam przecież wiele dowodów, klientów.Dziękuję, za ten artykuł. :)
    • Ania Piwowarska 12 kwietnia 2016, 16:29 #
      Ja też dziękuję :) Nie mogę powiedzieć nic więcej, bo mam ściśnięte gardło. Tak pięknie to napisałaś. Tak z samego serca!
      • Ula 23 lutego 2017, 13:42 #
        12 Kwiecień 2016 - to data mojego artykułu na blogu Pracowni Bordo (komentowałaś go, więc znasz). Dziś znowu serce mi tłucze!!! Zawał nr2???Wyobraź sobie, Twój artykuł to był dynamit, który eksplodował pod górą. Gruzy (łzy) opadły i zmieniło się wiele rzeczy. Przeanalizowałam mój artykuł z 12 kwietnia i... jestem już tak daleko! Tyle zmieniłam! Tyle zrobiłam! Mam pracownię, mam uporządkowane narzędzia, mam za sobą projekty, których się bałam, ale zrobiłam je najlepiej jak umiałam. A pracę kończyłam na 99% wykonania. Wiedziałam, że jak przekroczę 100%, to będę dziubać do 130%, bo przecież ma być doskonała doskonałość! Teraz nie gonię za tą utopią. Więcej, polecam teraz innym tę taktykę, by nie zabijać się 150% normy, a pokochać nawet mniej niż 100%. Bo tam też może być dobra jakość, a chory perfekcjonizm nie pozwala przejrzeć na oczy i zauważyć momentu, gdy robota jest DOBRZE wykonana.I na koniec, jeszcze raz dziękuję za Twoją pracę na rzecz innych sfrustrowanych czasem, gonitwą za doskonałością. Jeszcze muszę kontynuować leczenie ;) ale powoli czuję, jak staję się panią mojego życia, a nie robotnicą nisko opłacaną. Widzę moc zmiany, widzę, że da się wybić ten pociąg z torów. Da się!
  10. Natalia 12 kwietnia 2016, 19:50 #
    Podobno perfekcjonizm sprawia, że nie tylko podchodzimy krytycznie do swojej pracy, ale również do pracy innych. Widzimy błędy u innych. Kiedyś miałam taką sytuację, że znajomy poprosił mnie abym wypowiedziała się na temat jednego projektu (który był robiony przez amatora). Zaczęłam wymieniać listę rzeczy co powinno się poprawić, co zmienić, czego w taki sposób się nie robi itd. Jednak znajomy w pewnym momencie zastopował mnie i powiedział, że tej osobie przekaże tylko to i to. Inaczej musiałby wszystko zmieniać (czyt. robić od nowa), a jakby nie było włożył w to swój czas i pracę. Zastanowiło mnie to i w jakiś sposób dotarło. Nawet jeśli coś nam się nie podoba (zwłaszcza pod względem perfekcjonizmu), to przez wzgląd na szacunek do czyjejś pracy trzeba uważać, żeby w pewnym momencie nie przesadzić. Od tamtej pory staram się brać to pod uwagę i mieć ciągle z tyłu głowy - halo, idealnie nie musi być i pozwól innym też zrobić coś nie perfekcyjnie ;)
  11. Agata 12 kwietnia 2016, 21:07 #
    Niestety, perfekcjonizm to mój nieodłączny przyjaciel/wróg, który nie raz mnie blokował, powodował, że zawalałam deadline, nie zrobiłam czegoś, nie spróbowałam. Pisałam o tym nawet na blogu- że nie chcę być idealna, nie chcę być perfekcyjna i powiem Ci, że jakieś sukcesy w tym swoim dążeniu od odpuszczania widzę :)
  12. Jadwiga - Laboratorium Zmieniacza 17 kwietnia 2016, 16:18 #
    Oto temat, który jest moim konikiem! ;) Mam na imię Jadwiga i już trzeci rok jestem na odwyku od perfekcjonizmu. Od tego niezdrowego rzecz jasna, bo co ciekawe perfekcjonizm ma wiele twarzy. Nad perfekcjonizmem zaczęłam pracować właśnie w momencie, gdy uświadomiłam sobie, jak wiele energii, czasu i uwagi zabiera mi robienie wszystkiego na 120% normy. I jak źle wpływa na moje relacje z innymi ludźmi. Bo perfekcjonizm to nie tylko wysokie standardy dla mnie, ale bywa także, że to oczekiwanie, by inni ludzie stosowali takie standardy jak moje ;) Czytałam kiedyś od SFD, czyli Shitty First Draft :D Oznacza on właśnie przyzwolenie dla tego, by za pierwszym razem nie wyszło idealnie. Ba! Oznacza także, że można nie sprawdzać treści tego, co w ten sposób powstanie i po prostu puszczenie jej w świat ;) Ja sobie zawsze powtarzam, że dopóki to, co robię, nie ma rangi kamiennych tablic wyniesionych na górę z płonącym krzakiem, to mogę się mylić do woli ;)
  13. Lapis Lazuli 18 sierpnia 2016, 01:34 #
    "Nigdy nie ukończyłabym mojego bio, gdybym nie powiedziała sobie, że nie jest to ostatnie bio, jakie napiszę w życiu." - baardzo podoba mi się to zdanie!Też miewam blokady przez perfekcjonizm, ale staram się z nim walczyć. Myślę wtedy, że zrobione jest lepsze od perfekcyjnego. Jeśli nie zapominam o tym zdaniu, to się udaje :D
  14. Ania 20 kwietnia 2017, 15:04 #
    Ach, skąd ja to znam... Zdjęcie musi być dobrej jakości, tekst dopicowany. Ale teraz pracuję w branży, w której liczy się 'done is better than perfect', więc staram się i w sobie zakorzeniać te podejście.
  15. Magda 9 sierpnia 2017, 11:18 #
    Wow. To się nazywa: nadejście nauczyciela, gdy uczeń jest gotów! Ostatnio rozważałam, gdzie mam zaciągnięty ten ręczny? Bo i głowa pełna pomysłów i pracowitość i pasja i zaangażowanie... A jednak blokada i kręcenie się w kółko. A jeśli już działanie, to bez liny asekuracyjnej ani rusz. Zachowawczo, żeby na wszelki wypadek móc się wycofać. Tylko że satysfakcja mizerna i brak postępu. Zauważyłam taki schemat: pomysł=napał -> plan działania -> góra wątpliwości + to, co opisałaś jako "odmowa ruszenia naprzód" -> zwlekanie tak długie, że entuzjazm opada -> rezygnacja z braku dalszego zainteresowania tematem -> nowy pomysł ... i koło się zamyka. Lista niezrealizowanych projektów coraz dłuższa, a życie ucieka. Efekt - coraz większa pogarda dla siebie, mniejsze zaufanie do siebie i wiara w to, że kiedyś się jeszcze odważę. Świetny ten Twój tekst! Właśnie dla mnie i właśnie na teraz. Nigdy bym nie skojarzyła bałaganiarstwa i strachu przed nieznanym z perfekcjonizmem. To dla mnie absolutny eye-opener! Dziękuję bardzo za inspirację! PS. Zostawienie Ci tego komentarza, bez tygodniowej analizy, czy warto, czy na pewno chcę i czy to aby nie jest głupi pomysł (bo to takie obnażanie się, a poza tym w internecie nic nie ginie i za 3,5 roku mogę tego żałować ;p) traktuję jako odrobienie zadania z Twojej lekcji :)
    • Ania Piwowarska 9 sierpnia 2017, 11:38 #
      Magda – ja byłam tylko przekaźnikiem – ale cieszę się, że na mnie trafiło i na Ciebie. Sama dla siebie wciąż tę lekcję odrabiam :) A komentarz na pewno nie był głupim pomysłem – bo dzięki niemu wiem :)
  16. kobietyaktywne.pl 6 października 2017, 09:31 #
    Hmmm, ciekawe. Czekam na więcej

Co o tym myślisz? Zostaw swój komentarz: