Autentyczne pisanie
Autentyczne pisanie
Autentyczne pisanie

Co z tą kreatywnością?

30 stycznia 2015
Ania Piwowarska

[zdjęcie z fotobudki Creative Mornings Kraków wykonane przez Lee BrosJoanna Rytter Fotografia]

 

Kilka lat temu moje przekonanie na temat kreatywności uległo gwałtownej przemianie.

Dotąd myślałam o niej jako o czymś zewnętrznym, co można zdobyć dla siebie (przechwycić z zewnątrz) – jeśli ma się wystarczająco dużo sprytu. Albo szczęście.

W odpowiednim momencie usłyszałam jednak zdanie, które całkowicie mną wstrząsnęło:

Mogę być kreatywna tylko na tyle, na ile jestem kreatywna.

Wszystko jest we mnie – wszystkie zalążki i pokłady. Mogę czerpać tylko z tego, co jest w środku. A więc moją rolą jest czerpać, ale też użyźniać, tworzyć grunt do tego, żeby moja kreatywność rozprzestrzeniała się i kwitła – podlewać ją, dbać o jej dobrostan, stwarzać jej warunki do rozwoju.

Burze w mózgu.

Kiedy pracowałam w agencjach reklamowych, burze mózgów bardzo mnie stresowały. A dokładniej stresowało mnie oczekiwanie, że każda myśl, jaka pojawi się w mojej głowie i każdy pomysł, o którym mówię głośno – powinny być kreatywne i niebanalne. Oczywiście takie oczekiwanie jest sprzeczne z założeniami burzy mózgów, w której poprzez głupie i zupełnie banalne pomysły dochodzi się czasem do tych wyjątkowych i olśniewających. Można powiedzieć – cóż. Tak to wygląda, gdy czasu na myślenie jest mało (nie mówiąc o zabawie i twórczej atmosferze), a potrzeba coraz to nowych pomysłów – nagląca.

Jeśli miałam czas przed burzą i udało mi się w miarę spokojnie pomyśleć, przynosiłam kilka pomysłów. Jeśli czasu przed nie było – siedziałam jak sparaliżowana, próbując wysiłkiem woli stopić się ze ścianą. To, że niektóre z moich pomysłów doczekały się realizacji, a nawet zdobyły nagrody, jakoś nie zdołało mi wynagrodzić stresu związanego z ciągłą koniecznością generowania pomysłów – na życzenie i na czas.

Teraz najlepsze pomysły przychodzą do mnie same.

Pod prysznicem, na spacerze, przy okazji rozmowy albo czytania (często na zupełnie inny temat) – w momencie relaksu, w stanie przepływu. Gdy w ogóle nie skupiam się na tym, że „muszę coś wymyślić na za godzinę”. Albo w luźnych rozmowach – po prostu się pojawiają.

Mam wobec nich pokorę – narodziły się albo wykiełkowały we mnie, bo zaistniały ku temu odpowiednie warunki. Ale są one również wynikiem mojej łączności ze światem i tym co się unosi w powietrzu. Nie są więc moim wyłącznym wytworem – zasługi nie należą się tylko mnie.

Moją materią jest życie i ja sama. Mogę z tego czerpać pełnymi garściami. Albo trochę. Ile tam sobie chcę.

Mogę czerpać tylko z siebie (ale że jestem połączona ze światem i tym, co wokół krąży – poprzez siebie mogę też czerpać ze świata). Żeby jednak móc czerpać muszę najpierw zadbać o to, co mam w środku, czym się karmię.

Uważność jest ważna.

Staram się być uważna na to, co na mnie działa, co mi się podoba, co dodaje mi energii, chęci do życia i tworzenia (w różnych aspektach). I co mnie wspiera.

Uczę się również, że mogę czerpać również z moich słabości – jeśli poświęcę uwagę, by się im przyjrzeć i z nimi (współ)pracować.

MOJE INSPIRACJE:

DROGA ARTYSTY (i to już chyba na zawsze)

Prawdziwą kopalnią odkryć związanych z twórczością i kreatywnością jest dla mnie książka „Droga Artysty” Julii Cemeron, o której napisałam w notatce: Czy mogę polecić jakąś książkę o copywritingu?

I jak odkrywam ze zdumieniem, ale też wielką radością – odkrycia, których dokonuję w czasie lektury kolejnych rozdziałów często już we mnie są. I były. Znajduję je niespodziewanie, przeglądając moje zapiski sprzed roku, dwóch, trzech – kiedy to jeszcze „Drogi Artysty” nie czytałam. Kilka zdań o kreatywności z tego wpisu pochodzi z moich dawnych notatek, które niedawno odkryłam na nowo.

SŁOWA PEWNEJ PISARKI

Ważnym dla mnie i bardzo inspirującycm (a także pokrzepiającym) źródłem rozważań o kreatywności, jest przemówienie Elisabeth Gilbert, wygłoszone podczas wystąpienia na konferencji TED. Dzieliłam się nim kiedyś na Facebooku, ale to dobre miejsce i czas, by o nim przypomnieć.

Elisabeth Gilbert jest pisarką, autorką książki „Jedz, módl się, kochaj” (na podstawie której powstał film z Julią Roberts). Książki, która w moim odczuciu bardzo dobrze trafiła w swój czas. Książki, która podsumowuje bardzo dużo moich własnych tęsknot – za samorozwojem, spowolnieniem i uproszczeniem życia, rozwojem duchowym, wolnością, zostawieniem wszystkiego za sobą i wyruszeniem w wielką podróż. Myślę, że to z tego powodu stała się bestsellerem – dobrze napisanym i głębszym niż przedstawiona w filmie historia miłosna na Bali, wyginanie na macie w Indiach i objadanie się makaronem w Rzymie.

Jeśli jeszcze nie znasz tego przemówienia – zobacz koniecznie. Mimo, iż oglądałam go już kilka razy – za każdym razem moja uwaga koncentruje się na innym wątku. I za każdym razem coś dla siebie zabieram. Coś, co aktualnie jest mi potrzebne (i tym razem jest to: „Ole! Twórz mimo wszystko”).

Moim marzeniem jest, by te słowa dotarły do każdej osoby, która zmaga się ze swoją kreatywnością, doświadcza twórczej niemocy i blokad albo też wcale nie wierzy we własną kreatywność.

A teraz pytanie do ciebie:

(i patrzę ci przy tym głęboko w oczy)

Jakie są twoje przekonania na temat kreatywności? Czy czujesz się osobą kreatywną? Czy jest coś, co przeszkadza ci się tak czuć?

I w jaki sposób korzystasz na co dzień ze swojej twórczej energii?

A może masz swoje własne inspiracje dotyczące kreatywności, którymi chcesz się podzielić?

36 komentarzy

  1. Alina Krzemińska 30 stycznia 2015, 11:09 #
    Witaj :) Dziękuję, że wstawiłaś to wystąpienie Elisabeth Gilbert. Wzruszyła mnie. Tak, czuję się osobą kreatywną. I mam dokładnie tak, jak napisałaś - im więcej napięcia i krótszy termin, tym trudniej, ponieważ się napinam, a to przeszkadza mi wejść w przepływ, flow. Często potrzebuję czasu, jakby jakaś część mnie najpierw zbierała informacje, jak puzzle, a potem gdzieś głęboko je układała i mam jej wtedy nie zmuszać do wypluwania rozwiązań. Sama to zrobi, gdy będzie gotowa. Innym razem pomysły i rozwiązania przychodzą niemal zanim zacznę się zastanawiać nad tematem. Ciekawi mnie, że moja kreatywność potrafi się uruchomić w projektach, które mnie cieszą, jak i w tych, których wcale nie lubię. Potrafi się też zablokować, w obu… Bardzo pobudzają moją kreatywność rozmowy z innymi ludźmi. Pomagają mi też sny. Myślę, że jest tak, jak mówiła Elisabeth, czasami wchodzimy w przepływ, kontakt z energiami i istotami, które przekazują nam genialne pomysły. Często trudno je uchwycić, lub racjonalny umysł znajduje mnóstwo "przeciw". Cztery lata temu pisałam pracę doktorską z biologii. Byłam bardzo zestresowana i nie chciałam jej pisać, temat przestał mnie interesować dużo wcześniej. Podczas pisania mimo wszystko czasami wpadałam właśnie w taki flow. Powstawały wtedy spore fragmenty tekstu, które potem mnie samą zadziwiały. Po napisaniu pracy, przed obroną miałam sen, że spotykam dwóch recenzentów mojej pracy - moją babcię, która zmarła kilka lat wcześniej i była profesorem biologii, oraz Władysława Dzierżyńskiego… Przed tym snem nie miałam pojęcia, że teki człowiek istniał! Ale imię i nazwisko we śnie były tak wyraźne, że wpisałam w Google… lekarz neurolog i psychiatra, ur. 11 marca 1881, zm. 20 marca 1942… Możesz sobie wyobrazić moje zdziwienie ;) Miałam wrażenie, że ten flow, który pojawiał się chwilami podczas pisania pracy pochodził właśnie od tych dwojga (chociaż nadal nie mam pojęcia dlaczego akurat Władysław Dzierżyński…), a może nie tylko od nich (zwłaszcza niesamowite, wręcz magiczne zbiegi okoliczności, które również się działy!). I przyśnili mi się, by jeszcze dodatkowo dać mi wsparcie, żebym się uspokoiła. Swoją drogą właśnie usiłuję wyjść z biologii i rozwinąć skrzydła w zupełnie innych tematach… Ale o tym nie tu i nie teraz. Przepraszam za tak długi wpis. Piszesz w taki sposób, że mam ochotę z Tobą rozmawiać, więc piszę tak, jak byśmy właśnie rozmawiały ;) Pozdrawiam serdecznie :)
    • Ania Piwowarska 30 stycznia 2015, 13:52 #
      "Piszesz w taki sposób, że mam ochotę z Tobą rozmawiać, więc piszę tak, jak byśmy właśnie rozmawiały" - to jedna z najpiękniejszych rzeczy w życiu jakie usłyszałam o moim pisaniu! Dziękuję. Dziękuję – przez zaszklone oczy. Dziękuję też za twoją historię, którą się podzieliłaś w komentarzu (który dobitnie pokazuje, że pisanie jest dla ciebie czynnością bliską i naturalną wręcz). Ostatno dochodzę do wniosku – dzięki Drodze Artysty oraz warsztatom Birth Into Being, w których brałam udział w ten weekend: http://birthintobeing.com.pl/ -że naprawdę wiele rzeczy wokół może nas wspierać – jeśli tylko im na to pozwolimy. Dobre dusze również :)
      • Alina Krzemińska 31 stycznia 2015, 01:13 #
        To niesamowicie miłe, że odpowiadasz na wszystkie wpisy. Tym bardziej mam wrażenie rozmowy :) Dziękuję również za wzmiankę o książce „Droga Artysty” - właśnie zaczynam czytać. Bardzo mi się podoba. A co do pisania, dziękuję za komplement, jest dla mnie naprawdę ważny, bo płynie od Ciebie! Pisanie czasami mi płynie, a czasami zupełnie nie. Bardzo chciałabym się nauczyć jak to zrobić, żeby częściej płynęło, lub żeby nie było tak trudno, gdy nie płynie a muszę coś stworzyć. Jeśli napiszesz kiedyś coś w tym temacie, będę wdzięczna :) A tymczasem czytam książkę.
  2. Izabela 30 stycznia 2015, 11:12 #
    Dziękuję za ten artykuł i filmik. Też przerobiłam "Drogę Artysty" i do teraz odrabiam poranne strony, które są wg mnie genialnym pomysłem. W mojej pracy kreatywność jest bardzo ważna. Nie zawsze pojawia się wtedy kiedy bym chciała. Czasem staram się trochę wymuszać te idealne rozwiązania. Szczególnie przed zaśnięciem i często się udaje. Ale nie polecam, bo to funduje nieprzespaną noc. Równie dobrze działa spacer lub ciepła kąpiel. No i jest dużo przyjemniejsza, niż obracanie się z lewej na prawą o 3 w nocy :).
    • Ania Piwowarska 30 stycznia 2015, 14:00 #
      Nocne napady kreatywności to też moja zmora. I tak bardzo późno chodzę spać – a kiedy taki napad się trafi – następnego dnia jestem zombie (ale czasem, gdy śpię mało wpadam też w taki rodzaj kreatywnej głupawki, który bardzo lubię). Może trzeba postąpić jak Tom Waits w opowiadanej przez Elisabeth historii (12-ta minuta filmiku)?
  3. Marta 30 stycznia 2015, 11:41 #
    Dzieki za cudowny, jak zawsze!, post. Ja nadal pracuje w agencji, gdzie choc "creative agency" widnieje nad nazwa, niewiele z kreatywnoscia to ma wspolniego, niestety! Na szczescie mam swoj maly "zone" gdzie uciekam w kazdej wolnej chwili. Nie potrafie pisac, nie tak pieknie jak Ty, ale lapie swiat okiem camery, a czasami okiem ot tak! Spacerujac z moim psem, czy to na plazy w sloncu, czy wieczorem w deszczu (to czesciej z racji mieszkania w Irlandii), cykam fotografie. I to te momenty wlasnie, napawaja mnie kreatywnoscia. Czasami najprostsza rzecz, jak zepsuta parasolka na trawniku, przynosi mi jak na tacy kolejny pomysl, kolejny projekt...Mam ogromnie szczescie, cale zycie mam to szczescie!, poznawania cudownych ludzi, tak samo, ba! bardziej kreatywnych ode mnie. Ci ludzie sa jak moje odbicie w lustrze, rozumieja, chca, dzialaja...za to kocham moje drugie, pozaagencyjne zycie! To co robia z Loaf Story w Dublinie, jest moim wiatrem! Wiec jesli spytalabys mnie, co mnie inspiruje powiedzialabym ludzie, a w jakich warunkach: w ciszy! Gdzie nie ma natloku zbednych mysli goniacych bog wie za czym. Na koniec tej mysli, pozwolcie ze wzniose kielich ku wszystkim marzycielom i typom kreatywnym! xo, Marta
    • Ania Piwowarska 30 stycznia 2015, 14:14 #
      Jejku - takie piękne zdjęcia u Ciebie na: http://theloafstory.com/ a ja staję na głowie za każdym razem, gdy potrzebuję ilustracji na bloga i na FB. Czy mogę użyc jakiegoś - z podaniem źródła oczywiście. Nie trzeba pisać, żeby opowiadać emocje i historie :) subiektyw aparatu fotograficznego to doskonałe medium – szczególnie, że żyjemy w kulturze wielce obrazkowej :) A z agencjami – tak już niestety jest. Fabryka pomysłów rządzi się swoimi prawami – choć niekiedy zdarzają się wyjątki. Mnie bardzo pomaga bycie tu i teraz – uważność. Wtedy zaczynam dostrzegać rzeczy, których w biegu nie widzę – a one są i czekają i mają tyle do zaoferowania. Kielich dla Ciebie i Ole!
  4. Monika Myszka-Wieczerzak 30 stycznia 2015, 14:24 #
    Aniu, cudownie było przeczytać o Twoim doświadczeniu z kreatywnością. Dziękuję! U mnie były okresy, kiedy wydawało mi się, że nie jestem kreatywna, choć bardzo tego chciałam. Przypuszczam, że sabotowałam wtedy samą siebie. Odkąd uwierzyłam w swoją kreatywności i zaufałam jej, ona pokazuje mi takie oblicze mnie samej, o które bym się nigdy nie podejrzewała. Widzę, że im bardziej nie podcinam skrzydeł moim pomysłom, tym bardziej one się mnożą i stają się coraz lepsze i bardziej trafione. I mam takie głębokie przekonanie, że każdy tę twórczą iskrę nosi w sobie, tylko może jej jeszcze ni odkrył i o nią nie zadbał, tak jak pisałaś. A nieprzespane noce z powodu fali kreatywności też są mi znane... Cóż - to trudny dar...
    • Ania Piwowarska 30 stycznia 2015, 14:40 #
      Moniko – ja też miałam takie okresy. To o czym piszesz, czyli zaufanie – sobie, swojej kreatywności i światu wydaje mi się bardzo ważne :) ZAjrzałam na Twoją stronę (http://www.domdobremiejsce.pl/)- można się tu poczuć jak w DoM-u :)
      • Monika Myszka-Wieczerzak 30 stycznia 2015, 22:38 #
        To miłe! Dziękuję i zapraszam częściej! Ta strona to rzeczywiście wykwit mojej Kreatywności, którą chyba zacznę traktować jak dobrą siostrę :)
  5. Justyna 30 stycznia 2015, 15:42 #
    O kreatywności myślę dużo i często – chociażby zapraszając co miesiąc prelegentów na spotkania CreativeMornings i obserwując tzw. środowiska kreatywne. I jest to bardzo ożywczy proces, na końcu którego pojawiają się jednak bardzo poważne wnioski. Chętnie się nimi podzielę, ale po kolei.Przeszłam drogę od myślenia o kreatywności jako przypadłości dostępnej wyłącznie wybitnym jednostkom do uświadomienia sobie, że wszystko można wypraktykować, także kreatywność. I praktykuję ją na co dzień, w małych rzeczach. Moja znajoma napisała kiedyś w „Zwierciadle”, że traktuje swoje życie, jak kreatywny projekt. Można się zżymać na tę „projektowość”, ale ja tę myśl polubiłam i kupiłam od razu. To mogą być małe rzeczy. Dodawanie koloru do swojego życia (dosłownie: w mieszkaniu, w ubraniu, w makijażu). Próbowanie nowych rzeczy. Odważanie się. Mówienie miłych rzeczy nieznajomym. Robienie inaczej. Praktyka małych rzeczy skaluje się i procentuje w pracy. Sprawdziłam to. Mam teorię, że prawo przyciągania podobieństw działa także w sferze kreatywności. Ba, mam nawet takie wewnętrzne, osobiste motto: im kreatywniej, tym kreatywniej. Odkąd weszłam na ścieżkę kreatywnego myślenia, widzę, że jest ona coraz szersza i coraz łatwiej mi się nią idzie. Nowe pomysły przyciągają nowe pomysły. Zdarzają się kryzysy, ale też łatwiej mi z nich wychodzić. Nie wiem, może zrobiły mi się nowe połączenia pomiędzy neuronami? Kreatywność to też biochemia – mało romantyczne, ale jakie fascynujące i porządkujące jednocześnie.Ale mam też łyżkę dziegciu, bo od agencyjnej presji na kreatywność dużo gorsza jest presja, którą same sobie nakładamy. I nie dziwi mnie, że do głosu doszedł tzw. trend „normcore”, czyli swoista moda na bycie normalnym. Oczywiście, jak każda moda już została wtłoczona w medialno-modowo-biznesową machinę, która ją przeżuje i wypluje, przy okazji zarabiając na nas kupę pieniędzy, ale powiedzcie tak szczerze: czy nie tęsknicie czasem do odpuszczenia i bycia „zwyczajną”? Bo ja tak.Wiem jednak, że bez kreatywności ten świat nie pójdzie do przodu. Nie zmieni się na lepsze. Piszę to z całym przekonaniem. I teraz – uwaga – będzie z tzw. grubej rury. Potrzebujemy kreatywnych, żeby usprawniać świat, w którym za chwilę będzie więcej staruszków niż młodych, w którym społeczeństwa się rozwarstwiają, w którym mamy niedobór naturalnych zasobów i nadmiar odpadów. Tutaj potrzebna jest kreatywność przez duże K. Znajdowanie prostych, tanich, dostępnych rozwiązań, które ułatwią życie. Nowych połączeń.Cóż, uprzedzałam, że będzie poważnie. Konkluzja jest taka, że nie mamy innego wyjścia – praktykujmy kreatywność. W małych rzeczach, tam gdzie czujemy, w codzienności i swojej pracy. Ale miejmy świadomość, że kreatywność to nie tylko ładne projekty. Będąc kreatywne możemy więcej. To SIŁA. Paliwo do Zmian. Uff. :)
    • Ania Piwowarska 30 stycznia 2015, 17:18 #
      Justyno – ja powiem z grubej rury, że zrobiłaś mi wpis blogowy w komentarzu – i przyklasnę, jeśli wykorzystasz go na swoim blogu :) Mam ochotę boldować (choć nie posiadam tej funkcji w komentarzach: IM WIĘCEJ KREATYWNOŚI, TYM WIĘCEJ KREATYWNOŚCI, KREATYWNOŚĆ TO SIŁA i jeszcze z 5 innych myśli :) Ale bardzo wazne jest dla mnie to, co powiedziałaś NATURALNOŚCI – ona w moim odczuciu bardzo się łączy z energią twórczą. W momencie, kiedy juz nie muszę cały czas udowadniać, że jestem kreatywna (bo tego się oczekuje od tzw. kreatywnych w agencjach) – moja kreatywność kwitnie i rozrasta się na boki – w sposób zupełnie naturalny. No to czekam na wpis ;)
  6. Anna 30 stycznia 2015, 15:48 #
    Aniu, podziękowania za artykuł i film. Poruszył mnie bardzo i rozbawił kilka razy; podoba mi się ten pomysł, który przedstawiła Elisabeth Gilbert. Będę wracać do niego... Wspomniana "Droga Artysty" i poranne strony nauczyły mnie (a właściwie uczą) pokory i wytrwałości. Bo nie zawsze to co napiszę zadowala mnie. Ale w momencie kiedy zmagam się z myślami, że "dziś nic z tego pisania nie wyjdzie" staram się nie słuchać ich i pisać mimo to. Czasami potrzebuję po prostu przelać wszystkie te wątpliwości na papier - jako strumień świadomości - zgodnie z założeniem porannych stron, a gdy już się to ze mnie "wyleje" mogę pisać dalej to co sobie wcześniej zamierzyłam. Słyszałam kiedyś takie zdanie "Natchnienie przyjdzie, ale musi cię zastać przy pracy". I to częściej się sprawdza w moim przypadku. Choć czasami zdarzają się takie sytuacje, kiedy "nawiedza mnie" pomysł i wtedy muszę od razu go zanotować. Raz nawet zdarzyło mi się, że "natchnienie" przyszło w nocy, tuż przed zaśnięciem. Chyba to przewidziałam;) bo miałam zeszyt i długopis przy łóżku. Nanosiłam notatki na kartki w zupełnej ciemności i z wielką ekscytacją... Nawet dało się to odczytać potem i miało to sens:)
    • Ania Piwowarska 30 stycznia 2015, 17:25 #
      Tyle osób idzie Drogą Artysty – to cudowne i bardzo pokrzepiające :) Mnie też nawiedzają zarówno zwątpienia, jak i niepohamowane przypływy – staram się im poddawać i nie walczyć z nimi. Chwile załamania i zatrzymania są mi widocznie potrzebne. A jeśli czytałaś notatkę O POŻYTKACH PŁYNĄCYCH Z NOTOWANIA: http://autentycznycopywriting.pl/o-pozytkach-plynacych-z-notowania/ to wiesz dobrze, że ja mam notesy niemal WSZĘDZIE (wszędzie poza prysznicem) :) Dziękuję, że się tym ze mną podzieliłaś :)
      • Anna 1 lutego 2015, 15:46 #
        Aniu, latające geniusze tak mnie zainspirowały, że wplotłam je do mojego posta nt. książki Austina Kleona "Steal like an artist", która mówi o tym, jak być kreatywnym. Zapraszam do lektury: http://www.silazmian.pl/polecam-ksiazka-steal-like-an-artist-austina-kleona/ :)
        • Ania Piwowarska 1 lutego 2015, 22:45 #
          Od kiedy zobaczyłam okładkę, chciałam przeczytać tę książkę :) Dziękuję za link do recenzji – przyeczytałam z przyjemnością (i nie tylko dlatego, że jest tam wzmianka o mnie). PS: uwielbiam oglądać książki z poobklejane zakłądkami, do których trzeba wrócić :)
  7. Santi 30 stycznia 2015, 15:55 #
    Ja tylko króciutko. O tym, co jeszcze do mnie dotarło. Że by być kreatywną muszę czasem się ponudzić. Pisał juz o tym Platon, wiedziałyście?Ważny temat - przyjemny tekst!
    • Ania Piwowarska 30 stycznia 2015, 17:19 #
      Tak tak tak – nuda, nicnierobienie, przestrzeń w głowie – to wszystko jest nam baaardzo potrzebne. No i nie na darmo pozytywistyczny cytacjonizm każde nam rozpoczynać WSZYSTKO (każdą myśl i słowo, które przytaczamy) od Platona :)
  8. Gabriela - KobiecaSila.pl 30 stycznia 2015, 20:34 #
    Wiem, co moją kreatywność zabija - to papierologia i męczące, nudne sprawy.Podziwiam, że umiałaś być kreatywna na życzenie. Ja na życzenia chciałabym przestać być kreatywna (czasami ;)) Może brzmi dziwnie, jednak tak - bywa, ze tak dużo mam pomysłów, że głowa mi puchnie i nie wiem, za który się zabrać. Zdarza się, że czuję się niewolnicą swojej pomysłowości. Wskakuję w nowy pomysł jak do piękniejszego i cieplejszego jeziora, zamiast popływać dłużej w tym poprzednim i pobadać jego możliwości. I tak skaczę, i skaczę, i skaczę ... A, jeszcze jedno - moja kreatywność jest mocno związana z moją energią, a ona z kolei z moim cyklem, który to zgrywa się z kalendarzem księżycowym ;) Takie oto uroki z bycia kreatywną kobietą.Dziękuję Aniu za ten wpis, mogłam się podzielić ważnymi dla mnie kwestiami.
    • Ania Piwowarska 30 stycznia 2015, 23:40 #
      Piękna metafora z tym cieplejszym i piękniejszym jeziorem! To ja dziękuję, że się nimi podzieliłaś :) To może być przyczynek do innych wpisów o kreatywności – bo to temat rzeka (pozostając na fali metafor wodnych i księżycowych pływów). Będę pierwsza do komentowania!
  9. Ola (Pani Swojego Czasu) 30 stycznia 2015, 21:08 #
    Aniu - genialny artykuł. Czytając go czułam jedno wielkie "ufff" w sercu. W zespole trenerskim, w którym czasem pracuję również jest mnóstwo pracy metodą burzy mózgów. I teoretycznie, zgodnie z metodologią, nacisku na genialne pomysły nie ma, ale w praktyce każdy chce wymyślić coś zasługujące na "wow". I ja nieświadomie kreatywność z czymś takim właśnie kojarzyłam. A jednocześnie - dokładnie tak jak Ty - pod taką presją moja głowa totalnie się zamyka i mam pustkę - nawet te głupie i banalne rzeczy nie przychodzą mi do głowy. Dopiero gdy zaczęłam pisać jako Pani czuję, że mam możliwość bycia kreatywną na swój sposób. Nie zmuszam się do niczego - idę na spacer i odpoczywam a moja głowa bez żadnej presji i ciśnienia produkuje świetnie pomysły. Uwielbiam taki sposób pracy!
    • Ania Piwowarska 30 stycznia 2015, 23:37 #
      Ufff i Ole! :) cieszę się, że ten temat tak rezonuje i wywołuje tyle emocji :) W Pani Swojego Czasu bardzo widzę tę lekkość i brak ciśnienia – w połączniu z twoim zorganizowaniem daje te efekty nieprawdopodobne :)
  10. Ola 30 stycznia 2015, 23:08 #
    Aniu, świetny wpis, mi przez wiele lat w agencji wkładano do głowy że nie jestem od wymyślania tylko od organizowania tego co inni wymyślą, bo kreacja to nie moja brocha, zbyt twardo stąpam po ziemi i zabijam w innych kreatywność. Pewnie czasem było i tak. Ale przez długie lata, myślałam że ta kreatywność to właśnie tylko u wybrańców a ja taka rzeczowa, konkretna do niej nie mam dostępu. Kreatywnie to co najwyżej mogłam wymyślać rozwiązania jak pomysł wdrożyć i przełożyć z języka kreatywnego na realia budżetowe. Ale kto by o tym myślał, że to kreatywne.. Teraz po latach, mając własny biznes, powoli oswobadzam się z tych starych przekonań i zaszufladkowania. I gdy ostatnio dostałam pytanie- czy moja potrzeba kreatywności jest zaspokojona? Odpowiedziałam sama sobie że tak w 100% Kreuje i kreuje bez końca, w tylu różnych obszarach, że nigdy bym się o to nie podejrzewała! I dobrze mi z tym i pomysły pojawiają sie nowe i nowe i boje się, że jak teraz to wymyśliłam to już nic lepszego nie przyjdzie - a przychodzi..:) A czy jest to kreatywne dla innych którzy na to patrzą? Pewnie częściej nie niż tak, ale to już nie mój problem. Mi dobrze z tym że mogę, że nikt mnie nie blokuje, że sama sobie jestem sternikiem a może okrętem? I zauważam, że im więcej się "kreuje" bez ciśnienia tym większą lawinę kolejnych pomysłów to wyzwala. HOUK! Dzięki Aniu! P.S. Bywałam z Tobą na burzach mózgów i nie wiedziałam, że się stresujesz :) robiłaś to po cichu :) Przerąbane mają "Ci KREATYWNI" :)
    • Ania Piwowarska 30 stycznia 2015, 23:29 #
      Naprawdę, nie było widać? Olu, dziekuję Ci bardzo za te słowa – bycie swoim sterem i okrętem zmienia wszystko. Cieszę się, że w kreowaniu znajdujesz radość i lawiny :)
  11. Dorota 3 lutego 2015, 14:02 #
    Świetny filmik :) Każdy z nas od dziecka jest kreatywny, ale z czasem rutyna, schematy i nawyki znacznie tę kreatywność osłabiają. Niestety, obecnie na ten stan rzeczy wpływ ma niewątpliwie szkoła i system oceniania poprzez testy. Ale dzieciaki i tak dają sobie świetnie radę szukając nieszablonowych rozwiązań i myślę, że stąd wynika np. duża popularność kreskówki "Pora na przygodę" ;) Kto oglądał chociaż jeden odcinek wie o czym mówię. Warto wspomnieć w tym kontekście o "kulturze remiksu" Lawrence'a Lessiga. Kreatywna byłam od zawsze - szyłam ubranka dla lalek (ależ babcia mnie skrzyczała, gdy pocięłam kilka jej bluzek szukając ładnych materiałów!), dużo rysowałam, startowałam w konkursach plastycznych, w liceum np. współtworzyłam piekielny wystrój sali gimnastycznej na otrzęsiny pierwszaków, z wielkim dymiącym kotłem w stroboskopowym świetle (niektóre dzieciaki przerażone chowały się pod krzesła), na studiach wysiewałam rzeżuchę na siedzeniu i oparciu krzesła albo szyłam sukienkę dla anorektyczki ze zdjęć smakowitych potraw (projekt na temat społeczy). Tematem mojej pracy dyplomowej z grafiki była "Demonologia starosłowiańska" - kochałam to, bawiły mnie te utopce, wiły, dziwożony i latawce. Wiem, ze jeszcze kiedyś, gdy zawita do mnie jakiś sympatyczny geniusz wezmę się za ten temat na nowo. I tu zrobię krótkie podsumowanie - dla mnie kreatywność nierozerwalnie wiąże się z humorem, radośćią i zabawą.
    • Ania Piwowarska 3 lutego 2015, 18:02 #
      To prawda – kreatywność potrzebuje radości, humoru i beztroski. Piękna ta historia z kotłem i piekłem:) A sukienkę dla anorektyczki chciałabym zobaczyć. Bardzo :)
  12. Ola 27 lutego 2015, 12:11 #
    Aniu, dzięki za tego posta. Ja zmagam się ze swoją kreatywnością ostatnio, zloszczę się, mam wrażenie, że trace nad nią kontrolę. Z drugiej strony czy można miec kontrolę nad czyms, co jest przepływem?... Elisabeth Gilbert dała mi do myślenia. Jakby przyjąć jej punkt widzenia na kreatywnośc, to można nawet poczuć pewna ulgę i pozyć się presji bycia twórczym i wymagania od siebie niemożliwego. Potrzebuję tylko teraz takie przekonanie w sobie ugruntowac i zobaczymy. :)
    • Ania Piwowarska 27 lutego 2015, 13:54 #
      Kontrola i odpuszczanie kontroli – to mój temat ostatnich miesięcy :) Pozwalanie sobie na bycie twórczą osobą bez presji bycia twórczą zawsze i wszędzie – bardzo mi w tym pomaga :) Patrząc na Twoje posty oraz twoją życiową postawę uważności – nie musisz się martwić o to – wystarczy, że będziesz się tym cieszyć :)
  13. Wiolla 19 kwietnia 2015, 00:10 #
    Cieszę się, że za sprawą Kobiecej Siły przeniosłam się do Twojego artykułu. Dziękuję Ci, Aniu za TEN tekst i za TEN filmik :)
  14. Agnieszka 4 września 2015, 00:45 #
    Hej Aniu:)Przypadkiem trafilam na twoja strone.Podoba mi sie jak piszesz:)Nie mam zadnego doswiadczeniaw pracy w reklamie. Od niedawna troche troche probuje swoich sil w moim wyuczonym zawodzie czyli pracuje jako psycholog i wcale nie ejstem pewna czy to aby na pewno jest dla mnie..Poruszyl mnie twoj teskt o kreatywnosci bo ja cale zycie czulam ze jestem bardzo odtworcza,schematyczna,osoba ktora kopiuje pomysly innych..Od jakiegos czasu zaczynam dostzregac coraz bardziej ze to co skutecznie zabija kreatywnosc/tworczosc to wewnetrzna kontrola/krytyka ktora trzyma wszytsko w pewnych ramach. Zaczynam doswiadczac tego ze jak to sie poluzowuje to mozna odnalezc w sobie pomysly zupelnie nowe i odwazyc sie myslec i byc inaczej niz dostychczas.Zaczynam to widziec coraz lepiej ze tworczosc i autentycznosc sa tak blisko i ciezko tworzyc w zyciu czy w pracy gdy sie jest daleko od siebie.Dzikeuje bardzo za ten artykul:)!pozdrawiam
    • Ania Piwowarska 4 września 2015, 13:35 #
      A ja dziękuję Ci Agnieszko za te słowa: „Twórczość i autentyczność są tak blisko. Cieżko tworzyć w życiu czy w pracy, gdy się jest daleko od siebie” Chciałabym je sobie wytatuować wewnątrz głowy – żeby zawsze o tym pamiętać :)
  15. Maja z IMOMO 21 grudnia 2015, 08:52 #
    Skończyłam niedawno czytać "Wielką magię" Elizabeth Gilbert i jestem pod jej wielkim wrażeniem. Napisała tę książkę właśnie ze względu na ogromne zainteresowanie jej wystąpieniem na TED. Po fragmenty i to, co mnie zatrzymało podczas czytania zapraszam tutaj: http://imomo.pl/wielka-magia-odwaz-sie-zyc-kreatywnie-czy-warto-czytac/Pozdrawiam baaaardzo serdecznie! Maja
  16. Monika 23 lipca 2016, 13:12 #
    Bardzo dziękuję za ten wpis i za film :)

Co o tym myślisz? Zostaw swój komentarz: